- Zdałam, słyszysz? Zdałam! Na razie nie wracam, nawet miasta nie miałam okazji zobaczyć, tyle nauki było. I nie wiem kiedy przyjadę, bo... Halo? Halo!? - Emilia stała ze słuchawką w ręku, słysząc tylko ciągły sygnał. Zazwyczaj za kilka drobnych rozmawiała znacznie dłużej. Nie miała zbyt wielu pieniędzy, by zadzwonić do domu raz jeszcze. Ogarnęła wzrokiem kilka monet na dłoni, gdy ktoś zapukał do budki.
- Pani, dzwonisz pani czy nie? Tu kolejka jest. - młody mężczyzna z pokaźnym wąsem nie miał zamiaru czekać aż Emilia odpowie. Minęła go w ciasnych drzwiach, ciągnąc za sobą skórzaną walizkę. Woń taniego tytoniu sprawiła, że zrobiło jej się słabo. Na chwiejnych nogach ruszyła w stronę Parku Saskiego, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Minęła kilka zakochanych par, w głębi duszy zazdroszcząc im tego, że mają siebie tak blisko. Prawdę powiedziawszy tego dnia nawet gołębie zdawały się być jakby bardziej zakochane w sobie. Szła wolno, bo wysokie obcasy i dość ciężka, skórzana walizka w której miała cały akademicki przybytek nie pozwalały na szybsze tempo.
- Właściwie gdzie się spieszyć? - pomyślała - Andrzej nie przyszedł, do akademika nie mam już po co wracać. - Zwykle marzyła o takich dniach jak dzisiejszy. Jednak przez ostatnie sprzeczki z Andrzejem i brak funduszy na nowe pastele, których i tak w sklepach nie było od trzech miesięcy, radość ze zdanych egzaminów i perspektywa ostatnich już studenckich wakacji w ogóle jej nie cieszyła. Usiadła na ławce, czując jak delikatny wiatr i chłód cienia, jaki rzucał stary dąb, podnoszą jej siły. Poprawiła białą galową bluzkę, upięła ognistorude loki i ruszyła przed siebie. Niepewna wakacyjnych planów, dziwnie niespokojna i nadzwyczaj głodna.

Wstąpiła do baru mlecznego na Krakowskim Przedmieściu, który serwował przyzwoite gołąbki. W barze pachniało domowym obiadem, a długie menu wiszące nad kasą zdawało się obiecywać szeroki wybór dań. Głośne burczenie w brzuchu dawało się we znaki tak bardzo, że ciężko jej było przeczytać ofertę baru do końca. Emilia spojrzała na cennik i westchnęła, bo jedyną rzeczą na jaką było ją obecnie stać były pierogi.
- Co ma być?
- Dzień dobry, czy leniwe z bułką dostanę?
- Dostanie, dostanie. Nawet z prawdziwym masłem i cynamonem. Buraków by sie najadła. Blada jakaś! Albo gwoździ w jabłko nawbija, co jej się krew poprawi! - starsza pani z wąsem niemniejszym od gościa z budki telefonicznej, na swój sposób troskliwie spoglądała na Emilię.
- Dziękuję, zapamiętam. Jabłka i gwoździe. - Nie znała wielu ludzi w stolicy, tym bardziej taki dialog z miłą kucharką poprawił jej humor. Usiadła przy stole, czekając aż z kuchni ktoś wywoła jej zamówienie. Patrzyła przez okno obserwując pędzące chmury. Zawsze chciała malować białe obłoki na kobaltowej porcelanie, jednak kto by to kupił? W każdym domu była chodzieska Iwona i taki właśnie oto florystyczny wzór był najmodniejszy. Żadne tam obłoki. Emilia zamknęła oczy. Słońce uwydatniało maleńkie piegi na jej mlecznej cerze, a gorąco panujące w barze zarumieniło aż nadto blade policzki. Długo oczekiwana porcja okazała się niesamowicie duża, pachnąca świeżym masłem i cynamonem. Bieluteńkie pierogi w złotej otoczce masła i tartej bułki pachniały domem, dzieciństwem. Jedząc, Emilia myślała o tym gdzie też podziewa się Andrzej, częściowo dlatego, że po raz pierwszy nie przyszedł na umówione spotkanie, częściowo dlatego, że nie lubiła sama jeść.
- Być może nie jest to wymarzone danie na uczczenie zdanych egzaminów, jednak są to z pewnością najsmaczniejsze leniwe jakie jadłam. - pomyślała. Czując w ustach smak rozpływających się pierogów miała błogą minę i nie sposób było ukryć wilczy apetyt z jakim pochłonęła całą porcję. Trwało to dosłownie chwilkę. Wytarła usta w bibułkę i wstała, by odnieść talerz do okienka z paskudnie brudną firanką. Nachyliła się, by podziękować kucharkom, gdy poczuła woń bigosu, mydlin, tłuszczu i innych kuchennych zapachów. Nagle ktoś zgasił światło w jej głowie. Emilia zemdlała, upadając na chłodną posadzkę.

priv

Po lekturze poznaj przepis na pierogi leniwe

Przeczytaj pozostałe fragmenty opowiadania Przyjaźń od kuchni