a teraz czytam...

autor: Konto nieaktywne 20.03.2013 21:39

Dziewczyny, tyle z nas lubi czytać, bez książek nie wyobraża sobie życia... Pomyślałam, że fajnie będzie "wymienić się" tym co akurat czytamy, polecić lub odradzić jakąś książkę... Albo podać swoje ukochane powieści, do których często wracacie :)

08.05.2018 20:26

Bilciu, a co to za egzamin Cię czeka?? Bo nie wiem, kiedy mam trzymać kciuki? :)

09.05.2018 07:59

Guciu kciuki chętnie przyjmę - 27.05 mam egzamin z neuropsychologii, choć szczerze mówiąc więcej tam samej neurologii. KObieta robi nam egzaminy trudniejsze niż dla studentów medycyny ( kiedyś porównałam) więc mam pietra szczerze mówiąc.

09.05.2018 08:47

Olu, przypomnij się bliżej egzaminu, to wszystkie będziemy trzymać kciuki :)

09.05.2018 09:13

A dziękuję bardzo - pewnie przypomnę - jak się nie odizoluję od świata, żeby wkuwać wink

09.05.2018 13:42

zapisałam sobie w kalendarzu na 27 maja "trzymać kciuki za Bilcię"

17.05.2018 09:12

A ja teraz czytam

Jerzy Zięba ,,Ukryte terapie czyli czego Ci lekarz nie powie,, cz. 1 i cz.2 a trzecia podobno się już pisze.

Polecam każdemu kto ma dość niekompetentych i niedouczonych lekarzy ;)

17.05.2018 16:06

O ciekawe...i oczym to dokładnie jest? Zainteresowałaś mnie...

17.05.2018 19:22

Bilciu Jerzy Zięba jest naturoterapeutą. Nie mylić ze znachorem i czarodziejem hehe ;)

Jest to po prostu człowiek, który sam z wykształcenia nie jest lekarzem, ale poświęcił ok. 30 lat życia na wyszukiwanie, sprawdzanie, analizowanie i zadawanie odpowiednich pytań odpowiednim ludziom. Ogólnie w książkach tych (podobno najwięcej porad praktycznych ma być w cz. 3 którą on właśnie pisze) opisuje wiele naturalnych sposobów na leczenie różnych przypadłości, m.in cukrzycy, nowotworów i tak dalej i tak dalej... Obala wiele mitów i cytuje ogromną liczbę badań, które z jakichś powodów (czytaj: doprowadzenie wielu koncernów farmaceutycznych do bankructwa) zostały ukryte, nieopublikowane lub wyśmiane przez tzw. ,,ekspertów,,.

Podaje niesamowite przykłady jak ludzi wyleczono (oczywiście nie mainstreemowi lekarze, bo by za to bekneli, albo już nie byli lekarzami ALE tzw. podziemie medyczne - lekarze niezależni) z przypadłości i stanów na jakie szpital mówił: nic już nie możemy zrobić.

Ja powiem szczerze, że do leczenia mam bardzo prawicowe podejście i zgadzam się z nim prawie we wszystkim.

GORĄCO polecam Ci tą książkę. Obydwie kosztują około 100-120 zł ale mam dojście do tych książek w pdf-ie za darmo więc jakbyś była ALBO KTOKOLWIEK INNY zaintresowana, to służę ;)

17.05.2018 20:02

Zainteresowałaś mnie. Jeśli chodzi o medycynę to mam swoje teorie, może nie prawicowe ale swoje. Uważam, że koncerny farmaceutyczne dużo nam brużdżą a wiele ciekawych badań nie jest podawanych do publicznej wiadomości - za to krąży dużo bzdur. Poszukam sobie tej książki jak tylko będę miała czas na czytanie czegoś innego niż to co muszę ;)

17.05.2018 20:02
[usunięty]
19.05.2018 03:07

Ja też jestem zdania, czym wpisuję się być może w jakąś spiskową wersję świata, że dużo się przed nami ukrywa. Oj, duuuużo. Koncerny farmaceutyczne zarabiają na nas krocie, ogromna kasa za tym płynie... ludzie kupują, szpitale, kliniki zamawiają...chemia, farmaceutyki, tabletki, kapsułki,  wszystko płynie rzeką... o ziołach, o witaminach, o diecie, o naturoterapii nic... Już chyba nawet kiedyś pisałam o witaminie B17, która jest antidotum na raka. To witamina dostępna powszechnie, w migdałach, w orzechach. Ta właśnie skoncentrowana witamina B17 w dawce uderzeniowej uratowała życie mojemu pieskowi choremu na raka trzustki i wątroby. Weterynarz powiedział mamie, żeby kupić mamie leki uśmierzające ból dla naszego Maksia (na góra 2 tygodnie!), ale przyszły w tym czasie kapsułki z B17, Maksio dostał B17 w jedzeniu, po trzech tygodniach nasz stary, umierający na raka pies zaczął domagać się jedzenia, po miesiącu był jak "dawniej". Na kontroli weterynarz powiedział "nie wiem, o co tu chodzi, czasami przed śmiercią mamy do czynienia z taką podniesioną aktywnością". A Maksio wstał, zaczął jeść. Na spacerze wszystko go interesowało. Był już staruszkiem, ale  żył jeszcze 2 lata od momentu "wyroku", od czasu, gdy lekarz powiedział, że nie warto mu wykupować leków na miesiąc, bo tyle nie przeżyje. 

19.05.2018 22:40

GUCIA dokładnie trafiłaś w sedno sprawy. Zgadzam się z Tobą w 10000%!

I poruszyłaś jeszcze jedno bardzo tragiczne zagadnienie...

Pies... TY jako jego właścicielka miałaś wszelkie prawo i zadecydowałaś czym ma być leczone, po czym to zrealizowałaś.

Człowiek w agonii w szpitalu nie ma takich szans. Lekarz prędzej pozwoli umrzeć, niż poda lek ,,niezgodny z procedurami i wytycznymi,,. O czym to świadczy? Psy są nasze, a my sami jesteśmy hm... nie wiem kogo? Urzędników, którzy nakazują lekarzom co jest normą a co nią nie jest. I nawet jak trafiają się lekarze, którzy chcą na prawdę pomóc gdy medycyna tzw. akademicka i naukowa zawiedzie, często muszą zejść do podziemia, bo inaczej Naczelna Izba Lekarska odbiera im prawo wykonywania zawodu...

Gucia, koniecznie musisz te książki przeczytać. Widzę, że w tym temacie mamy identyczne poglądy.

19.05.2018 22:43

Tak było z neurlogiem z Centrum Zdrowia Dziecka, który leczył ze świetnymi wynikami padaczkę lekoodporną olejem z konopii. Czy inaczej mówiąc ,,marihuaną medyczną,,

Rozdmuchali taką zadymę, że szkoda gadać. Po czym zwolnili go z pracy. Dzieci zdrowiały, rodzice na kolanach dziękowali. A lekarza, który tego dokonał zwolnili. To pokazuje w jakim kraju żyjemy..

I ja nie mówię tu o ,,padaczeczce,, typu jeden atak na tydzień. To były dzieci mające 100 alaków na dobę...

19.05.2018 23:08

No, nie! Kolejne książki do listy zakupów ;) ale muszę je przeczytać.

Magda, mnie też to boli, że jesteśmy skazani - dosłownie skazani na medycynę konwencjonalną i to w najgorszej, często niekompetentej formie! człowiek jest traktowany przedmiotowo, podaje się zestaw kapsułek i "niech się dzieje wola nieba", czy wyzdrowieje, czy umrze, to już nie sprawa naszej służby lekarskiej, oni zrobili to co mieli zrobić, nie ma im oficjalnie nic do zarzucenia. Wiem to dobrze, bo siedziałam długie 3 miesiące w szpitalu i przekonałam się na czym polega "opieka" lekarska. Ścisłe wytyczne, jak pacjent zejdzie- trudno, zdarza się, grunt, żeby w papierach był porządek. A lekarze, którzy naprawdę chcą pomóc... naprawdę nieliczni, przeważnie starej daty... sprowadzani są "do porządku" przez młode ordynatorki. Moją lekarkę (jedyną lekarkę znającą się na swoim fachu, serio!) młoda ordynatorka przeniosła do przychodni dla chorych. Za bardzo moja pani doktor się jej stawiała.

19.05.2018 23:11

a o tym lekarzu słyszałam... to wzywa o pomstę do nieba!!!