Większość ludzi kojarzy Belgię z czekoladą, piwem i frytkami. I słusznie, bo te smaki dominują w tutejszej kuchni. Jednakże warto wyjść poza utarte schematy i dogłębniej poznać lokalne potrawy, które bynajmniej nie ograniczają się do tych trzech składników.

1.    Czekolada
Belgia pachnie czekoladą. Już pierwszy spacer po zabytkowej starówce w Brukseli pozwala się o tym osobiście przekonać. Chyba w żadnym innym mieście na świecie nie ma tylu muzeów i fabryk czekolady, jak tu (najważniejsze z nich to Musee du Cacao et du Chocolat). W niewielkiej odległości od siebie znajdziemy firmowe sklepy takich wykwintnych marek jak Leonidas, Godiva, Neuhaus czy Wittamer. Ciężko się oderwać od tych „smakowitych” witryn. Nie trzeba jednak wcale kupować pralinek, aby się zasłodzić. Ekspedienci, by zachęcić potencjalnych klientów, chętnie częstują ich czekoladkami o różnych kształtach i smakach. A do wyboru mamy trufle, praliny, owoce maczane w płynnej czekoladzie (która zimą kusząco zastyga) i szereg innych łakoci (karmelki, krówki, pianki, landrynki, ciasteczka, makaroniki).


2.    Le Pain Quotidien
Le Pain Quotidien to popularna, międzynarodowa sieć piekarni-boulangerii, założona właśnie w Brukseli w 1990 roku. Jej właściciel Alain Coumont stworzył nowatorski koncept który był potem kopiowany przez innych restauratorów na całym świecie: na miejscu wypiekane jest własne pieczywo i sprzedawane są ekologiczne przetwory, zaś rustykalne meble zakupione na pchlim targu - w tym wspólny, komunalny stół - stwarzają efekt dawnego wiejskiego sklepu. Dziś Le Pain Quotidien operuje w 17 krajach, z ponad 180 kawiarniami.


3.    Speculoos
Speculoos to tradycyjne korzenne ciasteczka, przypominające nieco szwedzkie pierniczki pepparkakor. Mają one zazwyczaj kształt figurek przyozdobionym ornamentem, a wyrabiane są przy użyciu drewnianych form. Jako pierwsi zaczęli wypiekać je Holendrzy, co nie oznacza wcale, że Belgowie są ich mniejszymi fanami. Wręcz przeciwnie – belgijskie speculoos różnią się trochę składem, lecz na przykład w Hasselt, mieście uchodzącym za ich kolebkę, korzysta się wciąż z oryginalnych starych receptur. Tamtejsze ciasteczka, stanowiące w zasadzie odrębną kategorię, są grubsze i bardziej miękkie od pozostałych i dla podkreślenia regionalnego charakteru pakuje się je jednolicie. Podczas ich wypieku wykorzystywany jest cukier, uboczny składnik otrzymywany w procesie produkcji lokalnego alkoholu. Dawniej speculoos były oznaką luksusu, jednak w 1830 roku spożywali je już żołnierze wyruszający na wojnę, a późniejszych czasach – pielgrzymi. Dziś w Hasselt stoi pomnik piekarnika przyrządzającego takie ciasteczka. W sklepach powszechnie dostępna jest pasta speculoos, która przypomina w smaku i konsystencji masło orzechowe. Nie powinno również nikogo dziwić piwo o takim właśnie aromacie.


4.    Gofry
Kolejna słodka odsłona Belgii, której mieszkańcy są bez wątpienia mistrzami ich przyrządzaniu.belgijski gofr Ciasto gofrowe jest tu idealnie słodkie, z zewnątrz chrupiące i rumiane a w środku mięciutkie. Trudno spodziewać się innego rezultatu, skoro Belgowie (dokładniej ci z Barbancji) już w Średniowieczu wpadli na pomysł, by wypiekać gofry przy pomocy żeliwnych płytek w kratkę. Oczywiście, w zależności od regionu, spotkać tu można różne odmiany, jednakże najczęściej będą to wafle owalne, z dodatkiem cukru na kratkach, który karmelizuje się w trakcie pieczenia. Na belgijskich witrynach zazwyczaj prezentowane są rozmaite kompozycje z dodatków: z owocami, cukrem pudrem, bitą śmietaną, czekoladą, nutellą a nawet pastą speculoos. Ciężko przejść obok obojętnie ;)


5.    Piwo
kriek, piwo wiśnioweNa tle krajów słynących w produkcji piwa moim zdaniem Belgia wyróżnia się najbardziej. Nigdzie indziej nie dostaniemy tylu lokalnych odmian otrzymywanych przy wykorzystaniu tradycyjnych technik. Belgijskie piwa są mocne, bo dostaniemy nawet takie, w których zawartość alkoholu osiąga kilkanaście procent, ale nawet te mają ciekawy owocowy posmak. Do najsłynniejszych browarów należą tu Stella Artois, Chimay, Duval, Leffe czy Orval. Koniecznie trzeba zajrzeć do jednego z pięknych secesyjnych pubów w Brukseli.
Na uwagę zasługuje lambic, który powstaje w wyniku fermentacji spontanicznej, ze słodu jęczmiennego z dodatkiem pszenicy. To najstarsza znana metoda: fermentacja spontaniczna ma miejsce na otwartym powietrzu, po zetknięciu płynu z dzikimi drożdżami w powietrzu. Lambic może dojrzewać do pięciu lat w beczkach, które wcześniej służyły do przechowywania wina.
Jedną z odmian lambica jest nazywane brukselskim szampanem gueze. Faktycznie, w smaku przypomina szampan! Ten rodzaj powstaje przez zmieszanie kilku roczników lambica i ponownej fermentacji w butelkach typu szampańskiego.
Są również lambiki owocowe, a wśród nich znakomity kriek z dodatkiem wyciągu z wiśni. Owocowa nuta jest tu głęboka i naprawdę piwo z butelki nie  umywa się do tego z kija.


6.    Frytki  z majonezem
Belgijskie frytki są chrupiące, nietłuste i świetnie przyprawione. Pachną i smakują najlepszym gatunkiem ziemniaka. W większości miast na każdym rogu jest okienko, gdzie można dostać na wynos rożek świeżych frytek. I nie ma tu miejsca na wyrzuty sumienia, że takie jedzenie jest niezdrowe ;) Belgowie dodają do frytek rozmaite sosy, ale koniecznie trzeba je zjeść z majonezem.
Angielska nazwa French fries błędnie wskazuje Francuzów jako wynalazców frytek. Według przekazów, pewnej mroźnej zimy, kiedy zamarzła rzeka Meuse w Walonii, zdesperowani ludzie zaczęli kroić ziemniaki - jedyne pożywienie, jakie im pozostało – w kształt rybek (zabranych im z kolei przez bezlitosną pogodę). Następnie smażyli je na wołowym oleju. Dziś smaży się frytki dwukrotnie, w różnych temperaturach.
Coś musi być w tej recepturze, skoro okienka z belgijskimi frytki zaczęły podbijać warszawski rynek gastronomiczny, zaś z Brugii poświęcono im całe muzeum!


7.    Mulemule i frytki
Z frytkami podaje się w Belgii mule, które śmiało można nazwać ich narodowym daniem. Wszyscy miłośnicy owoców morza powinni zajrzeć na Rue des Bouchers, jedną z bardziej urokliwych uliczek na brukselskiej starówce. Wieczorami, kiedy rozwijane są markizy i wystawiane stoliki, robi się tu ciasno, gwarno i kolorowo, a dostępne owoce morza można obejrzeć na wystawach. W Chez Leon trzeba jednak uważać – sławni i zamożni mają tu własne krzesła, podpisane imieniem i nazwiskiem. Jeżeli zdarzy się, że właściciel zjawi się, kiedy siedzimy na jego krześle, trzeba mu będzie ustąpić. Jednak świeże mule można dostać praktycznie w każdym belgijskim mieście ze względu na bliskość morza. Podawane są one w specjalnych garnkach z pokrywką do której wyrzuca się skorupki. Belgowie przyrządzają je chociażby w winie, śmietanie, porach itd.


8.    Cykoria
Nie wszyscy wiedzą, że składnikiem równie ważnym w tutejszej kuchni  jak czekolada, jest cykoria. Belgowie potrafią przyrządzić ją tak, by pozbawić warzywo charakterystycznego, gorzkiego smaku. Podawana jest na wiele sposobów, np. owinięta w szynkę i zapieczoną w serze. 


Karolina Bardecka


Więcej o podróżach i kulinariach znajdziesz na moim blogu „Podróże od Kuchni”.