Przedwczoraj wróciłam z Londynu i śmiało mogę stwierdzić, że wbrew temu, co powszechnie uważa się na temat tamtejszej kuchni, na brak dobrego jedzenia w Wielkiej Brytanii nie można narzekać. Poniżej 5 dowodów na to, kuchnia na Wyspach da się lubić!


1.    Smaki z całego świata
Ten punkt dotyczy w szczególności Londynu, który jak większość europejskich metropolii, jest China Town w Londyniekulturowym tyglem: na ulicach słychać wszystkie języki świata, unoszą się tu zapachy najbardziej egzotycznych przypraw i nie trzeba długo szukać, by wylądować na przykład w polskim sklepie. Warto o tym pamiętać, planując wizytę w tym mieście i choć raz - zamiast na pozbawione smaku Fish and Chips - wybrać się na curry czy chicken tikka masalę, podobno jedną z najlepszych w Europie. Bengalskich potraw zasmakujemy w Bangla Town w dzielnicy West End, natomiast kuchni karaibskiej – w Brixton. Aby trafić do londyńskiego China Town, wystarczy wysiąść z metra przy stacji Piccadily Circus. Tutejsze restauracje są eleganckie i nie należą do najtańszych. Mniej inwazyjną dla portfela kulinarną przygodę można przeżyć W Camden Town i Notting Hill. Dzielnicę West End zamieszkiwali kiedyś dla odmiany Żydzi, którzy wynieśli się do północnych części miasta.


2.    Renesans kuchni brytyjskiej
Dzięki popularności programów telewizyjnych Gordona Ramsaya i Jamiego Olivera, Brytyjczycy zaczęli przywiązywać większą wagę do tego, co jedzą. Obaj panowie z pozytywnym skutkiem promują powrót do dawnych tradycji kulinarnych, w zdrowym wydaniu. Na stolik w jednej z ich restauracji trzeba czekać tygodniami.
Innym przejawem zmian w kulinarnej mentalności mieszkańców Wielkiej Brytanii jest ich przywiązanie do ekologicznych, naturalnych produktów. Jakiś czas temu sklepy odzieżowej firmy Marks & Spencer w Polsce zostały powiększone o dział z jedzeniem. Na Wyspach są to całe supermarkety, których znaczną część zajmują lady z pysznymi kanapkami, sałatkami, owocami. Jeszcze bardziej „home made” będzie na targach żywności, jak chociażby Borough Market przy stacji London Bridge. Dostaniemy tu przede wszystkim dziczyznę i ptactwo (perliczki, kuropatwy, przepiórki) oraz przetwory, jak te przyrządzone z dobrych jeszcze owoców przeznaczonych w sklepach do wyrzucenia. Sporym wyrzeczeniem będzie wizyta na historycznym Smithfield Market, gdzie restauratorzy zaopatrują się w najwyższej jakości mięso, z którego przygotowują potem legendarne steki. Targ jest otwarty w tygodniu w godzinach wczesnoporannych: niektórzy przychodzą to już o 3.


3.    Puby
Trudno o coś bardziej brytyjskiego niż stylowy pub, w którym klienci oglądają mecz, popijając ciemne piwo. Wiele z tych lokali to swoiste perełki, jak te otworzone jeszcze w epoce wiktoriańskiej The Salisbury, The Agryll Arms, The Cock, Princess Louise czy The Victoria. Warto wiedzieć również, że londyński pub The Red Lion jest najczęściej odwiedzanym przez parlamentarzystów, natomiast w The Grenadier straszy ponoć duch nieszczęśnika, który niegdyś oszukiwał tu podczas gry w karty.


4.    Cupcakes
Urocze Cupcakes w The Hummingbird Bakerycupcakes wypiekane były już w XIX wieku. Używano wówczas do tego celu filiżanek do herbaty, skąd też wzięła się nazwa tych babeczek. Do najsłynniejszych piekarni wyspecjalizowanych w produkcji cupcakes należą nowojorska Magnolia Bakery i londyńska The Hummingbird Bakery. Ta druga posiada kilka filii w mieście oraz fanów na całych świecie. Można tu skosztować niesamowicie słodkich babeczek i ciast ozdobionych w dawnym amerykańskim stylu. Lecz jest to tak naprawdę jedna z wielu kawiarni kuszących takimi wypiekami.


5.    Szkocja
Owszem, szkocka kuchnia nie jest ani lekka ani wyrafinowana. Dominują w niej baranina, ryby oraz owies. Ze Szkocją zawsze kojarzyły mi się owsiane ciasteczka oatcakes i maślane kruche ciastoshortbread. I oczywiście whisky, na której - zdaniem wielu - najlepiej znają się właśnie Szkoci. Najlepsza szkocka whisky powstaje ze słodu jęczmiennego i dojrzewa przynajmniej przez trzy lata w dębowych beczkach. Można się zaopatrzyć w nią w lokalnej destylarni, choć zaletą zwykłych sklepów jest duży jej wybór oraz promocyjne ceny (pod warunkiem, że jest to z dala od atrakcji turystycznych). 
Najdziwniejszą tutejszą potrawą jest haggis, podroby gotowane w żołądku cielęcym. Zdaniem Anglików, to tu dostaniemy najlepszą herbatę. Szkotom zawdzięcza się poza tym egzotyczne przetwory, jak na przykład dżem imbirowy czy konfitura z pomarańczy, którą ponoć wymyślił pewien kupiec (a raczej jego żona), nie mogąc sprzedać pomarańczy sprowadzonych z Hiszpanii.

Karolina Bardecka

Więcej o podróżach i kulinariach znajdziesz na moim blogu "Podróże od Kuchni".